[2010-04-10 19:04:30]
10.04.2010

Dziś wydarzyło się coś absolutnie niewyobrażalnego.


skomentuj (4)

[2010-03-19 11:38:53]
Jutro

Jutro lecę. Czy jestem gotowa? Ależ...

W tak zwanym międzyczasie miały miejsce: awarie, choroby i rozstania, jestem więc wymięta psychicznie i fizycznie.
Kusi mnie, żeby w hotlu wynająć sejf, do którego wrzucę telefon i zamknę ją tam na cały tydzień, ale wiadomo że tego nie zrobię.

Adios Amigos!


skomentuj (2)

[2010-02-17 22:04:05]
Kokomo

"Aruba, jamaica ooo I wanna take you
Bermuda, bahama come on pretty mama"

W nowym roku postanowiłam wdrożyć w życie nową świecką tradycję, która od dawna była w planach, ale jakoś nigdy nie udało się ich zrealizować. I nie, zaniechanie pisania tutaj bynajmniej nie jest tą tradycją, obiecuję.

Ale do ad remu, nową świecką tradycją jest zaordynowanie sobie wyjazdu na zimowisko. Jak postanowiłam, tak zrobiłam i zarezerowałam wypad na Lanzarote, w celu uprawiania mojego ulubionego sportu zimowego czyli leżenia na plaży. W związku z rezerwacją oderwałam się na moment od gromadzenia Siberian Gear (futrzane czapki, wełniane płaszcze, puchowe płaszcz, kaszmirowe szale i inne tym podobne) w celu nabycia takich tam drobiazgów jak nowe havaianasy, ręcznik plażowy oraz letnia torba. Rzuciłam oczkiem na szoty, topy, letnie sukienki oraz sandałki. Głównie jednak skupiam się na odliczaniu.

Trzydzieści dni.



skomentuj (3)

[2009-11-24 13:23:47]
Tytuł

Tak w ogóle to u mnie nudy, nudy, nudy, 35-te urodziny były last week, poza tym nudy, nudy, wynegocjowałam podwyżkę oraz w sumie nic się nie dzieje poza tym, że mam nową pracę, ale prawie jak tą samą bo nadal siedzę za tym samym biurkiem.

Ponadto Święta nadciągają i obawiam się o stan mojego kąta, czyli akcja prezent w toku.


skomentuj (5)

[2009-10-29 10:57:21]
Rany Boskie listopad za rogiem!

Wróciłam z wakacji i zassał mnie wir zmian w robocie, stąd opóźnienie w relacjonowaniu za które uprasza się o wybaczenie.

Jeżeli chodzi o wakacje, to były dawno temu i nieprawda. W pamiątce zostało mi kilka butelek wina, nadmiarowe kilogramy z powodu orgii kulinarnej i depresja związana z powrotem do szarej rzeczywistości.
Generalnie przyznam się szczerze, iż abstrahując od różnistych śmiesznostek, KOCHAM FRANCJĘ i tkwię w przekonaniu, iż to jakiś błąd matrixa, że mieszkam w Polsce. Dieta pszenno-buraczana to nie jest dokładnie to co lubię najbardziej. Natomiast dieta bogata w świeże owoce morza, fantastyczne owoce i warzywa oraz dodatkowo wzbogacona winem to jest ABSOLUTNIE WŁAŚNIE TO!

Na wakacjach czas na bardzo miło upływał między innymi na piknikowaniu:


i degustowaniu lokalnych wyrobów winiarskich:


Kolejnym ważnym punktem programu było spożywanie darów morza:


oraz


czasami też pokusiliśmy się na gotowane:



Owoce morza oglądaliśmy również na żywo w absolutnie fantastycznym Aquarium w LaRochelle, o takie:


a na samym końcu wyprawy dokonaliśmy wizytacji winnic Moet&Chandon:


Czas zacząć planować kolejne wakacje, n'est-ce pas?


skomentuj (7)

[2009-09-10 12:20:54]
Żyję, żyję ale co to za życie

Wrzesień nadszedł z cicha pęk. Znów wszystkie dzieci są wkurwione bo muszą chodzić do szkoły, dorośli mielą niecenzuralne wyrazy w ustach stojąc w korkach, opalenizny i wspomnienia wakacyjne bledną. No przynajmniej u większości społeczeństwa, gdyż ja dla odmiany udaję się w przyszłym tygodniu na zasłużoną kanikułę. Kierunek FRANCA. Na dobry początek Paryż (by day and by night) a następnie śmigamy nad Atlantyk, na dobre wina i świeże owoce morza. Zazdrościcie? MAM NADZIEJĘ ;)

Tak poza tym to dostałam ciekawego maila, w efekcie którego złożono mi ciekawą ofertkę i czekam na rozwój wypadków, więc na chwilę obecną to tyle w temacie.

Do przeczytania po urlaubie.


skomentuj (5)

[2009-07-08 10:36:53]
majk rządzi

i wszystko jasne




skomentuj (9)

[2009-07-02 10:33:55]
Open'er

Dwa lata przerwy w bytności na Open'erze. Poprzedni wypad zakończył się spędzeniem jednego dnia koncertowego w samochodzie utopionym w polu kapusty. W tym roku jestem lepiej przygotowana - kalosze CHECK, kurtka przeciwdeszczowa - zaraz będzie CHECK. W sumie po wczorajszych anomaliach pogodowych w Trzecim Mieście powinnam zaopatrzyć się w amfibię a nie w słuzbowego peżota.

Poza koncertem FAITH NO MORE (oraz przy okazji Madness) jadę w sprawach służbowych. Tak więc powrót zaplanowałam na poniedziałek.


skomentuj (1)

[2009-06-19 13:47:37]
12 miesięcy + antyreklama

Rany boskie połowa czerwca a tu żadnej notki, to jedziemy z koksem.

16 czerwca minął dokładnie rok od mojej wprowadzki do własnych czterech kątów. Nie ma wątpliwości, że jest zajebiście? NO
Po tym roku nasunęła mi się taka lefreksja, iż najtrudniejszą kwestią w dzieleniu jednego mieszkania z inną osobą jest użytkowanie jednej łazienki. Przynajmniej dla mnie jest to kwestia newralgiczna - pamiętam soczyste awantury z Kol. Wamp właśnie w tym przedmiocie. Nie jeden i nie dwa ranki zakończyły się buzowaniem adrenalinki w krwioobiegu.

Ponadto spotkała mnie ostatnio pewna "przygoda". A mianowicie postanowiłam kupić sobie w sklepie onlajnowskim, o wdzięcznej nazwie (nomen omen jak historia pokaże) Chaotic, obuwie. Przepiękne sandały, dzieło sztuki ze skóry pytona - pięknie prezentowałyby się na półce, bo chodzić to się pewnie by w nich nie bardzo dało. Ale przecież jak się jest kolekcjonerem to chodzi o to, żeby mieć a nie o to, żeby nosić - prawda? Obuwie zakupiłam, opłaciłam i czekałam na przesyłkę - pierwszym zgrzytem w tej transakcji, był fakt iż ww. sklep wysłał mi paczkę na niewłaściwy adres - buty dotarły do sąsiadki z osiedla, która uczciwą jest i dała mi cynk, że weszła w posiadanie mojej przesyłki. Gdy zwróciłam Chaoticowi uwagę na tenże fakt, podkreślając iż obuwie do tanich nie należało, to usłyszałam w odpowiedzi niefrasobliwe "no ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło!". Po dokonaniu przymiarek sandałki okazały się być kompletnie niekompatybilne z moją stopą, więc je zapakowałam i odesłałam do sklepu wraz z pisemkiem, w którym wskazałam numer rachunku bankowego, na który mają zostać zwrócone pieniądze. Niestety zwrot pieniędzy nie nastąpił zgodnie z regulaminem sklepu i tak zaczęła się moja ponad miesięczna epopeja ze sklepem Chaotic w roli głównej. W trakcie epopei miałam okazję usłyszeć wszystkie ściemy świata związane z brakiem pieniędzy na moim koncie:

- pierwsza ściema brzmiała – wysłaliśmy Pani pieniądze na rachunek innej Pani, która kupiła takie same buty, ale jej nazwisko różniło się od Pani nazwiska jedną literką...

- druga ściema – wysłaliśmy przelew na podane przez Pani konto, nawet dostałam wklejkę taką, że niby z systemu bankowego, ale jak po tygodniu przelew do mnie nie dotarł to się prawda zaniepokoiłam, ale nasz bank wysyła przelewy nie do tych ludzi do których my chcemy, żeby wysłał – kazałam nadać sobie przekaz pocztowy;

- trzecia ściema – po dwóch tygodniach od domniemanego nadania przelewu pocztowego Chaotic przestał odbierać ode mnie telefon – no to się wkurzyłam i zostawiłam na sekretarce wiadomość oraz wysłałam emila informując, że jeżeli nikt się ze mną nie skontaktuje to ja poświęcę swój czas i udam się na policję w celu zgłoszenia wyłudzenia – na pierwszy rzut oka moja deklaracja nie przyniosła żadnych skutków, ponieważ nikt ze mną nie nawiązał kontaktu – w związku z czym w dniu następnym wykonałam telefon z nieznanego Chaoticowi numeru i tym razem miałam okazję porozmawiać z żywym człowiekiem a nie z sekretarką. W krótkich żołnierskich słowach – aczkolwiek bardzo kulturalnie – wyłuszczyłam swojej rozmówczyni co myślę na temat firmy, w której jest zatrudniona i powtórzyłam swoją obietnicę zgłoszenia sprawy na policji o ile właścicielka firmy nie skontaktuje się ze mną do godziny 17stej. O godzinie 17stej nikt się ze mną nie skontaktował, jednakże odnotowałam na moim rachunku bankowym wpływ.

Ten przelewik wykonany bez słowa przeprosin i wyjaśnień doprowadził mnie do szału, w związku z czym pozwoliłam sobie napisać list do Irregular Choice opisującego moje wrażenia z kontaktu z Chaotic. Chaotic jest dystrybutorem Irregular Choice – albo i może był – poniżej odpowiedź IC na mój list:

„HI Laska1

Irregular Choice is very sorry to hear about the service you have received from Chaotic.  As a result of various issues including level of customer service we are no longer dealing with Chaotic.”

Chyba nie muszę wspominać, że odczułam PEWNĄ satysfakcję?



skomentuj (7)

[2009-05-25 10:10:05]
Którędy na Sieradz?

Nie wiem jak u Was, ale u mnie jest tak, że jak zbliża się sezon urlopowy, to nagle okazuje się, że robimy nowe projekty w liczbie brazylion i mam tyle roboty, że SZOK! Przyznam się szczerze, że jestem taka nienormalna, że lubię pracować w pracy gdyż ponieważ czas mi szybciej płynie oraz mniej kasy upłynniam na allegro.

Jeżeli chodzi o wesele i wydarzenia okoliczne, to mimo aury, która zawiodła akurat tego dnia, było WYBORNIE! Po przebiciu się przez 3 nawałnice, lekkim zagubieniu w czasoprzestrzeni gdzieś na trasie między Piotrkowem Trybunalskim a Sieradzem, zwieńczonym wdepnięciem w kałużę stopą obutą w japonka - dotarłam na miejsce akcji, tj. do Pałacu Bagatela. Pałac jak to na siedzibę Radziwiłłów przystało umiejscowiony w przepięknym parku, okazał się być miejscem bardzo klimatycznym dla rozgrywającej się w nim ceremonii.

Panna Młoda wyglądała przepięknie, Pan Młody przejęty, oboje zakochani. Rodzice Młodej bardzo zestresowani i przejęci. Jednakże wszystko przebiegło bez zgrzytów i następnie bawiliśmy się do 5tej rano. Przyjęcie zwieńczyliśmy spacerem po parku - ptaki darły się jak najęte.

Rano (po 3 godzinach snu) wydawało mi się, że zgubiłam dokumenty od samochodu (służbowego samochodu...), szczęśliwie jednak JUŻ po godzince stresu je odnalazłam w swojej osobistej kosmetyczce. Po śniadaniu Rodzice Młodej zgarnęli nas, pod pretekstem transportowania morza kwiatów, do rezydencji, gdzie gościliśmy się na patio, spacerowaliśmy po ogrodzie oraz oczywiście zostaliśmy porządnie nakarmieni i wyekwipowani na drogę w weselne ciasta...

Droga powrotna przebiegła bez zgrzytów mimo dużego nasycenia trasy fotoradarami i suszarkami. I tak to wydała się Offca za mąż.





skomentuj (3)